[ Pobierz całość w formacie PDF ]

14
Helikopter zatoczył łuk i wylądował na pastwisku przylegającym wprost do Hoa Phu. Gaines,
DeLuca i Hidalgo siedzieli na ławce gotowi w każdej chwili do zejścia. Przy bocznych
drzwiach siedział kanonier z dłońmi na swym działku M-60, wypatrując niebezpieczeństwa.
%7łołnierze byli w pełnym rynsztunku bojowym, zabrawszy ze sobą dodatkową amunicję i
granaty.
Scena, jaka ukazała się ich oczom, gdy wylądowali, była prawdziwym koszmarem, z
gatunku tych, których się nie zapomina.
Niektóre chaty były zupełnie spalone, wszędzie widać było martwe ciała - posiekane
kulami karabinów maszynowych albo zasztyletowane i zatłuczone na śmierć.
Widok ten wzburzył do głębi oddział Gainesa. Nie wykluczone, że informacje Cartera
były błędne, że Ann wcale nie wzięto do niewoli, a jej ciało znajdą za chwilę, poszarpane
kulami jak wiele innych. Gaines, trochę wbrew sobie, zastanawiał się, czy nie lepiej byłoby,
gdyby zginęła na miejscu, zamiast znalezć się w rękach ludzkich bestii, które nie wahały się
przed popełnieniem najstraszliwszych zbrodni.
Wyskoczyli z helikoptera, a ten zaraz uniósł się w powietrze.
Podbiegli truchtem w kierunku największego skupiska amerykańskich żołnierzy.
Trzyosobowe drużyny zajmowały się wkładaniem zwłok do plastikowych worków, na
zewnątrz których przyczepiane były identyfikatory każdego z poległych. Inni sprawdzali w
chatach, czy na pewno nikt nie ocalał z rzezi. Najgłośniejszym dzwiękiem było bzyczenie
wszędobylskich much.
Prawdziwe piekło, pomyślał Gaines, nawet Dante nie wymyśliłby czegoś podobnego.
W stronę nadchodzących odwrócił się major Henry Otter, mężczyzna przysadzisty, o
czerwonym, byczym karku. Miał na sobie wypolerowane na błysk buty, świeżo wyprasowany
mundur i lustrzane, ciemne okulary. Gaines widział go już kilkakrotnie w bazie.
- Co tu, do jasnej cholery, robisz, Gaines? - spytał z mocnym, teksaskim akcentem.
- Przyjechaliśmy się trochę rozejrzeć.
- Z czyjego polecenia?
- Kapitana Cartera z S-2.
- A co wy tu macie do roboty? To byli moi chłopcy.
Otter poczerwieniał na twarzy, a siatka żył pojawiła się na szyi i czole.
Temu już niewiele brakuje, pomyślał Gaines. Nie czuł jednak wrogości wobec niego.
Ci żołnierze, większość z nich naprawdę niedaleko wyszła poza wiek chłopięcy.
- Ktokolwiek to zrobił, musiał się gdzieś ukryć - powiedział Gaines.
- Kazałem helikopterom przeszukać cały teren...
- Dżungla jest bardzo gęsta, majorze - wtrącił DeLuca. - S-2 sądzi, że patrol na nogach
ma większe szanse.
- Zamknij się, aż ktoś zapyta cię o zdanie. To rozkaz - warknął Otter, potem zwrócił
się do Gainesa: - A ty sprowadz z powrotem swój helikopter i wynoście się stąd do diabła.
Gdzie, do jasnej cholery, był ten facet, kiedyśmy go potrzebowali, kiedy mi powiedział, że
okolica jest całkiem bezpieczna. A ja wysłałem moich chłopaków na śmierć.
- Niech pan się uspokoi, majorze - powiedział Gaines.
Otter podszedł parę kroków do przodu i zacisnął pięści.
- Tylko mi nie mów, żebym się uspokoił, skurwielu!
Gaines nie ustępował.
- A może to pan powinien się skontaktować z bazą, majorze. Robimy przecież to
samo, chcemy dostać tych, co zabili pana ludzi.
- Niech piekło pochłonie ten pieprzony Wietkong!
- To nie Wietkong - odezwał się Hidalgo. - Okolica została z nich oczyszczona dość
dawno. Myślę, że to bandyci.
Otter spojrzał ze złością na Hidalgo.
- Dobrze by ci zrobiło parę dni w pierdlu, razem z kolegą - ruchem głowy wskazał na
DeLukę. - Nie przepadam za ochotnikami, którzy nie wiedzą, co mówią.
- Pan, majorze, nie wie, co mówi - przerwał Gaines. - Proszę zostawić moich ludzi i
poszukać sobie kogoś własnych rozmiarów. To jak: sam pan sprawdzi, czy ja mam się
skontaktować z bazą?
Przez kilka sekund stali w milczeniu i Gaines sądził, że major wreszcie wybuchnie.
Obecność tylu zabitych każdemu mogła zszarpać nerwy. Otter spojrzał jeszcze raz na
Gainesa, potem skinął głową i powiedział:
- Zaczekajcie tu, aż wrócę. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • domowewypieki.keep.pl