X

 
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

rąco... Pogodziliśmy się.
Ambasador przesunął palcem po ustach, jakby szukając
śladu tamtego pocałunku sprzed lat.
-I gdzie ona teraz jest? - zapytała Cara.
- Raz pokłóciliśmy się na śmierć i życie. I nie pogodziliśmy
się. Czekałem na jej przeprosiny, a ona chyba czekała, żebym
to ja zrobił pierwszy krok. W każdym razie pewnego dnia
znikła. I już było za pózno. Wyjechałem na studia, a jej rodzi�
na wyprowadziła się. Gdy wróciłem, jej dawno nie było.
Umilkł na chwilę.
- Boże, co mi się stało, że zacząłem gadać o Pearly?
- Pearly? - z niedowierzaniem powtórzyła Cara.
Naprzeciwko księgarni w Erie, po drugiej stronie skwe�
ru, znajdował się salon kosmetyczny, w którym pracowała
Pearly Gates, urocza kobieta, która o wszystkich i wszyst�
kim wszystko wiedziała.
Niemożliwe, by była to ta sama Pearly, którą wspominał
ambasador. A jednak... Pearly to takie niespotykane imię.
- Pearly Gates. Och, to była dziewczyna -pistolet! Umiała
rzucić faceta na kolana. Pewnie wyszła za mąż i ma teraz
gromadkę dzieci i wnuków. Bardzo chciała mieć rodzinę.
- Pearly Gates? - wyszeptała Cara, bardziej do siebie niż
do ambasadora.
- Pearly Gates. Bramy raju. To niespotykane imię. Jej
mama ją tak nazwała. Uważała, że jej córeczka przyszła do
niej z niebios. No, nie do końca była to prawda, bo Pearly
miała w sobie coś diabelskiego.
Cara coraz bardziej utwierdzała się w swoich podejrze�
niach. Kiedyś Pearly opowiadała jej podobną historię. A te�
raz jej chłopak z dawnych lat odnalazł się w Eliason... Czy
ktoś mógł to przewidzieć?
Ambasador nie zgadł. Pearly nie wyszła za mąż, nie mia�
ła dzieci i wnuków. Za to była tak zżyta z lokalną społecz�
nością, że stanowili jedną rodzinę. Znajdowała się w cen�
trum wszystkiego.
- To musiała być wyjątkowa dziewczyna - rzekła Cara.
Sama to wiedziała, z pierwszej ręki.
Niedługo Pearly przyjedzie do Eliason na ślub. Przez
chwilę Cara zastanawiała się, czy powiedzieć o tym amba�
sadorowi, ale ostatecznie postanowiła zachować tajemnicę.
To dopiero będzie niespodzianka!
- Och, to prawda - z żalem powiedział ambasador. - Ileż
razy zastanawiałem się, gdzie rzucił ją los! Jej rodzina roz�
pierzchła się, straciliśmy kontakt.
- Teraz jest pan w Eliason, w świetnej komitywie z mo�
narchą.
- Tak. Chwilami sam w to nie wierzę. Kiedyś byłem po
prostu Busterem McClinnonem, a moje życie miało upłynąć
u boku Pearly. - Potrząsnął głową i podniósł się. - Przepra�
szam. Zamierzała pani popracować w spokoju, a ja zawracam
pani głowę wspomnieniami z zamierzchłej przeszłości.
- Było mi bardzo miło, naprawdę - zapewniła Cara.
- Przepraszam, że się wtrącam, ale może przyda się pa�
ni pomoc.
- Dziękuję, niedługo powinnam skończyć ten plan.
- Miałem na myśli Michaela. Zauważyłem, że pani się
przed nim chowa.
- Nie wiem, o czym pan mówi - powiedziała zmieszana
Cara. No pięknie, jeśli ambasador to spostrzegł, to pewnie
i inni też.
- Może pani liczyć na moja dyskrecję. Wszyscy są tak
pochłonięci przygotowaniami do ślubu, że z pewnością nie
zauważyli, co dzieje się między wami.
Nim zdążyła zaprzeczyć, dodał:
- Bo coś się dzieje, to oczywiste. Porozmawiamy o tym?
- Nie, nie teraz. Ale dziękuję.
- W każdej chwili jestem do twojej dyspozycji, moja
droga. W każdej chwili.
Ambasador odszedł powoli korytarzem. Cara słyszała,
jak szeptem powtarza imię Pearly.
Nie chciała myśleć o tym, co powiedział i jak to się stało,
że zaczęli rozmowę o tak osobistych sprawach.
Ambasador był bardzo zręcznym dyplomatą, umiał
zmieniać temat... podobnie jak Pearly Gates.
Cara szybko wybrała numer Parker i pokrótce opowie�
działa przyjaciółce całą historię.
- Ambasadora znam od zawsze - zdumiała się Parker. -
Naprawdę jesteś przekonana, że mówił o naszej Pearly?
- Na sto procent. W całych Stanach nie znajdziesz ta�
kiej drugiej.
- Nawet na całym świecie! - zaśmiała się Parker.
Przyjaciółki jeszcze przez chwilę rozprawiały wesoło,
relacjonując sobie nawzajem ostatnie wydarzenia. Par�
ker opowiadała o Jasie, o planach na przyszłość i o zale�
tach narzeczonego. Cara tylko potakiwała, od czasu do
czasu wtrącając:  Tak?" albo  Naprawdę?" Już wcześniej
przekonała się, że to najlepszy sposób, by Parker dała jej
spokój.
Shey była bardziej powściągliwa w zachwytach nad
swoim księciem, jednak fakt, że również o nim opowiada�
ła, świadczył sam za siebie.
- Och, przyszedł Jace - urwała Parker. - Muszę pędzić!
- No to na razie. Chciałam ci tylko o wszystkim powie�
dzieć. Przygotowania do ślubu idą pełną parą. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • domowewypieki.keep.pl